Wczoraj nastąpiło odkrycie piaskownicy. Chodziłyśmy na plac zabaw, głównie na huśtawki, wrzucałam młodą w piach, ona łapała mnie za nogę i gapiła na dzieci i tyle było zabawy.
Wczoraj uklękła, złapała piach w dłonie…i wsiąkła. Ekstaza, rzucanie piachem z minką “mama, widzisz, to sie sypie, jeju. I jeszcze tak i tak”. Dziecko szczęśliwe jak nie wiem.
Dziś impreza piaskowa powtórzona - pach, potem wycieranie łapek chusteczkami (sama dzielnie też wyciera), potem smakołyk i spanie. Męczący taki plac zabaw :)
A w międzyczasie dziecko przeskoczyło z urodzin miesięcznych w roczne. Naprawdę już rok minął? 12 czerwca… Ech. Aż jakoś tak dziwnie