Chciałam napisać i cała reszta, więc od razu mi się skojarzyło z “Autiostopem przez galaktykę” i stąd ten ręczniczek.
Paranoja - bo krzywdzę dziecko, bo płacze, bo jest przylepa i jak ją zostawiać.
Paranoja dwa - bo nianie są złe: porywają dzieci/podduszają/zamykają w szafach/rozsypują pinezki na podłodze/wloką nie wiadomo gdzie/zostawiają u sąsiadów (wszystkie syt. autentyczne u znajomych bliższych i dalszych)
Rozsądek jeden - zajęcia kończą się 15 czerwca, to na dobrą sprawę jedynie 3 miesiące - w tym święta, majowy weekend, juwenalia
Rozsądek dwa - nie pracuję codziennie 8 godzin i dojazdy, ale 4-5 razy w tygodniu po 3 godziny, z czego trzy razy z Młodą może być Tomek (o ile coś awaryjnie mu nie wypadnie)
Znajoma podpytuje o opiekunkę (jej koleżankę), a my dumamy, ze może nawet jak tej opiekunki nie będzie, to jakoś damy radę.
Weekend spędzony nad przygotowaniem zajęć. Staram sie jak najwięcej mieć, żeby potem przynajmniej to mi nad głową nie wisiało.
A ja bardzo źle stres znoszę - wczoraj zwijałam się w kłębek z bólu brzucha, rano zaliczyłam napad astmy, dziś z lekka roztrzęsiona.
Opcja brania Smo w chuście jakoś też jest rozważana, ale panna coraz bardziej rozbrykana i pewnie niedługo nie wysiedzi w niej za dużo (a na pewno nie 3 godziny)
Z pozytywów - całkiem świadomie mówi MNIAM (nie mama, czy tata, ale mniam). Ślicznie, co?