Niecna msh mi podesłała blog: http://taza-and-husband.blogspot.com/2007/08/about.html
A potem artykuł na temat popularności blogów mormońskich mam wśród feministek: http://www.salon.com/life/feature/2011/01/15/feminist_obsessed_with_mormon_blogs/index.html
No i w sumie wyszło na to, że po to feministki walczyły, żeby teraz kolejne pokolenie kobiet zazdrościło tym co w domu ;)
A całkiem serio, w sumie , to dobry artykuł do rozważań o priorytetach. Nie tylko naszych, ale też tego, jak np. państwo wspiera kobiety będące w domu… (i na tym zakończę, bo jak wspiera, to doskonale wiadomo)
Ogólnie, nawet jesli dla nas dziecko będzie priorytetem, to brakuje community, które wsparłoby zostanie matki z dzieckiem w domu. Mam wrażenie (ale może to kwestia taka, że spotykam się z młodymi, robiącymi karierę?) że zostanie w domu z dzieckiem jest uważane za coś gorszego, nieambitnego. Jak msh zauważyła, jasne, jak zostajemy w domu, ale nadal gotujemy mrożonki, siedzimy z dzickiem przed telewizorem i sprzatamy raz na jakiś czas, to faktycznie średnio tu można mowić o “etacie: mama”.
Dochodzi jeszcze wspmniane w artykule- przyjeżdzą rodzina i pomaga dekorować ciasto. O ważności rodziny pisała też Preeti Agrawal w Zwiercialle - że tam kobiety nie miewają baby blues czy depresji poporodowej, czy pewnie też kryzysu któregoś tam (7?) miesiąca. Bo mają kogoś, komu spokojnie mogą dziecko powierzyć - ciotki, babcie, siostry, etc. Że my - społeczeństwa zachodnie - pozbawiliśmy się tego i stąd taka popularność szkół rodzenia, douli, czy w końcu niań, klubików malucha, etc, etc.
Mówiąc zaś o nianiach i klubikach, w sumie jest smutne, że pracuje się żeby mieć z czego je opłacić. Bo jednak zarabiają te pare groszy wiecej, co się przydaje w domowym budżecie. Ewentualnie zarabiają bardzo dużo więcej i nie mają zamiaru przestać zarabiać.
Ja co jakiś czas mam ogromną potrzebę kreatywności - czy to zrobienia super obiadu, upieczenia czegoś, czy machnięcia jakiegoś mini handmejda (jestem kiepska w tym, ale nie mam zupełnie kiedy trenować) i w sumie też lekko zazsrośnie patrzę na zdjęcia z blogów mam mormonek. Bo zamiast tego czeka na mnie praca. Chyba w naszej społeczności brakuje w sumie wyboru i jakiegoś wsparcia. Bo jak chcesz wracać do pracy, wracaj - nie czuj się wyrodną matką, że zostawiasz dzieco. Masz babcie, nanie, klubiki. Ale jeśli jednak wybierasz, że chcesz zajmować się dzieckiem, wymyślać zabawy, robić z nim wycinanki, zadbać o zdrowe żywienie - niech nikt ni mówi ci, że nie masz ambicji i nic nie robisz i żerujesz na mężu. I chyba w sumie o wsparcie do wyborów się rozchodzi. Jak zwykle.