Po prostu świetny wpis.
Chwilę przed przeczytaniem własnie marudziłam Tomkowi (i kilku znajomym), że ja totalnie jestem wykończona psychicznie, bo ja sie zajmuję pracą mam wyrzuty, że nie małą (która mi ryczy, bo ma fazę lęku separacyjnego i ryczy nawet z dziadkami). Jak się łatwo domyslić, jak się zajmuję z pełnym poświęceniem Smo, to mam wyrzuty, że praca leży, ze deadline, że ogólnie jestem ze wszystkim w d…
I mądrze znajoma stwierdziła: “wiesz, zazwyczaj kobiety albo pracują, albo idą na wychowawczy. I jest ta częśc, która robi i jedno i drugie i ma nadzieję, że zrobi i to i to na 100%” Jak wiadomo - guzik. Z pętelką. A schizofreniczny problem, czym się mam zająć rozwiązany nie został. Mam dni, kiedy młodą oddałabym do klubiku przynajmniej na 5 godzin i dni, że łajam się za takie myśli, bo przecież mam najsłodsze dziecko na świecie. :)