Buraczki z eko-uprawy moich rodziców jej smakowały. Dziś postanowiłam nie sypać do nich kleiku, tylko kleik ugotowć. Ryż moczony, odlewany (wszystko zgodnie z zasadami sztuki). Gotował się prawie dwie godziny (głównie dlatego, że się zapracowałam i cud, że się nie spalił ;) ) Ugotowany przetarłam przez sito (!), buraczki z wodą już zmiksowałam. Wymieszałam, kropnęłam oliwy z oliwek extra vergine. Smo je aż jej się uszy trzęsą. Je o wiele lepiej niż cokolwiek do tej pory. No proszę, jednak dziecko woli kuchnię domową od kuchni instant i częściowo instant. Źle to wróży mojej karierze naukowej na najbliższą przyszłość ;)
Ale kolejnym razem już ten kleik będzie ze zmielonego ryżu.