Jejuniu, czas szybko mija. Z dzieckiem jeszcze szybciej. Teraz my chyba zaczniemy odczuwać, że się starzejemy…
Lauronella przewraca się z pleców na brzuch, z brzucha na plecy, próbuje odpychać nogami i pełzać, robi mostki, siedzi lekko podtrzymywana (czekamy aż sama usiądzie).
Lubi “Człowieka, który gapił się na kozy”, podpatruje “Aliena”, z uwielbieniem patrzy w “Migusie”.
Kombinuje na macie jakby sama wstać, sięga po zabawki, zagaduje, piszczy, krzyczy.
Jest coraz bardziej zajmująca.
Codziennie spacerujemy. Dużo. Zaczynaliśmy od godziny, teraz już prawie 3,5 godizny chodzenia. Oczywiście w chuście. Zgrabna ze mnie laska się zrobiła od tego jak nie wiem :P Zwłaszcza, że nadal na bezmlecznej, beznabiałowej diecie, czyli prawie zero kupowanych słodyczy.
Pieluszek na zmianę używamy różnych wielo i eko-rossmann. UWielbiam formowanki i SIO i ogólnie wkłady i otulacze. Rozmiar nosi już 68! Niedługo będziemy pewnie znów w większy wchodzić.
Ogólnie dziecko jest kochane większość czasu. Tomkowi znajomi tatowie nie wierzą, że nam dziecia w nocy śpi. No ogólnie śpi. Nie płacze. Tylko czasem je co godzinę… Ale zazwyczaj w dzień mało je wtedy. Przerwy jedzeniowe ogólnie już dłuższe - około 3-4 godziny nawet.
Wprowadzamy dodatkowe jedzenie. Nutramigen był błe. Mamy bebilon pepti, jeszcze zamknięty. Jabłkiem pluje - słoiczkowym i surowym. Najmniej pieczonym. Kaszka kukurydziana z jabłkiem możliwa do przełknięcia. Wczoraj pycha była marchewka, dziś już nie. Wczoraj marchwi zjadła sporo, brudząc się od włosów po skarpetki, a mnie tylko na bluzce i spodniach. Ale moja wina, bo pozwalałam jej babrać się w łyżce i samej zjadać. Ogólnie chcemy stosować BLW, więc nie naciskamy jakoś z papkami - ot taka zabawa.
Przyszedł też nocnik-tron. Na razie jest straszny i Smo się podkówka na nim robi. Ale nauczy się powolutku.
Ja czasem padam. Ogólnie fajnie byłoby mieć opiekunkę żeby troszkę Małą zajęła, zwłaszcza jak mam dużo przygotować do pracy. Znajoma się rozgląda. A ja nadal nieustannie podziwiam mamy dwójki dzieci, co jeszcze pracują. Jejk.
U mnie są momenty w których chętnie rzuciłabm pracę, żeby nie zostawiać Smo, a potem są momenty, żeby wyjść z domu i niech ktoś w końcu się nią zajmie za mnie. Czyli chyba zen i równowaga ;)
Piasć generalnie nie mam kiedy.