Jutro wracam do pracy, resztę mojego macierzyńskiego przejmuje mąż. Mam stresa jak stąd na Księżyc. Nie dogaduję się z laktatorem, w szafce stoi puszka Nutramigenu. Konsultacji z lekarzem nie było, bo NFZtowa nie ma czasu, a prywatnie jakoś się jeszcze nie umówiliśmy.No ale skoro ma nietolerancję białka to normalnego mleka dać nie mogę.
Jadę rano, załatwiam masę rzeczy, musze jednak się sprężyć, bo potem ze Smo na wizytę do okulisty (czekania miesiąc było).Teraz piszę artykuł jeszcze (Smo z tatą na spacerze), no ok, nie piszę - krótka przerwa.
Jeeeezu, ja oszaleję. Jutro chyba będę siedzieć i myśleć. Aaaaaaaa! No kurcze. A jednocześnie co - cieszę się w sumie, wyjście do ludzi, etc. No nic, jakoś ogarniemy to wszystko. Ale i tak stres jak stąc na Księżyc, wspominałam już tym prawda? Na Księżyc! Aaaaa!
—edit—
Test Nutramigenu przeprowadziliśmy. Dzieckiem potrzepało z obrzydzenia… Autentycznie się otrząsnęła, zrobiła minę. Była głodna więc coś niby ciamkała i … wypluwała. No bosko :/